31 lipca 2017

Niemieckie sklepy plastyczne i papiernicze

Zakupy artystyczne to jeden z nieodłącznych elementów życia każdego artysty. Zarówno w sklepach plastycznych jak i papierniczych, czyli wszędzie tam, gdzie można zaopatrzyć się w przybory, staram się zachowywać zimną krew. Czasami udaje mi się to nad wyraz dobrze, innym zaś razem naiwnie tłumaczę sobie: "Przecież to zawsze kiedyś się przyda!". I w ten oto magiczny sposób idę do kasy z dodatkowymi, niekoniecznie potrzebnymi mi przyborami. Tylko jak nie puścić wodze fantazji w gigantycznym sklepie plastycznym? Dla miłośnika sztuki - prawdopodobnie niemożliwe.

Pierwszy i największy stacjonarny sklep plastyczny, w którym miałam przyjemność robić zakupy znajduje się na terenie niemieckiego miasta - Kolonia. Trzy kondygnacje, ogromne regały, a na nich różnego rodzaju artykuły artystyczne, które dla klientów ściągane były przy pomocy drabin. Nie brakowało także licznych kredek, ołówków, akcesoriów do rysowania, farb, mediów malarskich i wielu innych stricte specjalistycznych produktów, np. do rzeźby, których nazw i zastosowania sama nawet nie znałam. Oprócz tego w sklepie był również kąt z literaturą dla artystów, pomieszczenie ze sztalugami i podobraziami jak i całe trzecie piętro z porozwieszanymi dookoła ramami. Spróbujcie choć przez chwilę wyobrazić sobie tą różnorodność marek i asortymentu - jednym słowem - raj.


Co wówczas kupiłam? Ile pieniążków wydałam? Cóż, choć było to dobrych parę lat temu, w 2013 roku, to na szczęście jakieś tam zdjęcia się zachowały, a moja pamięć nie jest aż tak ulotna jak mogłoby się zdawać. Zaopatrzyłam się przede wszystkim w trzy kredki akwarelowe na sztuki, mały zestaw farb akrylowych, dwa podobrazia malarskie oraz manekina do rysowania. Łącznie mój koszyczek warty był ok. 20 euro. Jako ciekawostkę powiem wam, że po jakimś czasie, gdy szukałam jakiegoś zestawu dobrych i renomowanych kredek, natknęłam się na markę Caran d'Ache. Horrendalna cena zestawu zwaliła mnie z nóg, a ja cały czas byłam przekonana, że już gdzieś wcześniej widziałam tę nazwę. Nie myliłam się - była ona na trzech zakupionych przeze mnie kredkach, które wcale nie okazały się lepsze od stosowanych przeze mnie wówczas Mondeluzów. Utwierdziło mnie to jedynie w przekonaniu, że nawet słabej i średniej jakości przyborami można stworzyć prawdziwe cuda. A czy wy także wyznajecie tę zasadę?

Minęły 4 lata. Podrosłam, podszkoliłam się w rysowaniu i oto ponownie podczas wakacyjnego pobytu w miejscowości Fulda stanęłam przed drzwiami kolejnych sklepów plastyczno-papierniczych. Tym razem w budynku, rozmiarowo zbliżonym do Biedronki bądź Lidla, były nie tylko rzeczy dla miłośników sztuki, ale i dla osób hobbystycznie trudzących się decoupage, papieroplastyką, a ogólnie rzecz ujmując, rękodziełem. To tutaj, dokładniej w sklepie DSBO, dokonałam generalnych zakupów, na które zgodnie z tradycją wydałam 20 euro. Pozwoliłam sobie na kilka akcesoriów, z którymi nawet w polskich sklepach internetowych jeszcze nie miałam styczności.
  • gumka automatyczna mała + dwa wkłady
  • gumka automatyczna duża + zestaw wkładów
  • dwie ogromne temperówki (bambusowa o pięciu ostrzach różnej wielkości i plastikowa o niestandardowym rozmiarze)

Natomiast z tradycyjnych przyborów wybór padł na:
  • trzy gumki chlebowe od Faber Castell
  • trzy kredki Polychromos tegoż samego producenta (kolory: biały i dwa cieliste)
  • gumkę kauczukową Laufer

Niemcy mają to do siebie, że stawiają na własne produkty. Odwiedzając liczne markery i sklepy typu Pepco (z wszystkim i niczym), każdy znajdzie coś dla siebie. Tak więc niejednokrotnie musiałam przejść koło mini stoisk z przyborami marki Faber Castell, gdzie z reguły tuż obok stawiane były tańsze, również niemieckie zamienniki tejże marki. To właśnie w jednym z tego typu sklepów znalazłam atrakcyjny cenowo zestaw farb olejnych (18 szt. x 36 ml), za który mój tata zapłacił nieco ponad 6 euro, natomiast w jeszcze innym sklepie udało mi się nabyć trzy, dobrej jakości szkicowniki każdy za jedyne 2 euro!



Czy takie rzeczywiście są realia życia w Niemczech, że w średniej wielkości miejscowościach jest nawet kilka dobrych miejsc, gdzie artysta może się nieźle obkupić? Tego nie wiem. Może miałam tylko szczęście? Tak czy owak życzę wam, abyście sami mieli kiedyś tę cudowną przyjemność odwiedzenia jakiegokolwiek dużego sklepu plastycznego. Dajcie więc znać, bo może nie trzeba szukać w Europie Zachodniej, a i Polska ma się czym pochwalić. Zapraszam do dyskusji w komentarzach. Trzymacie się!






5 lipca 2017

Londyn i Berlin

Uwielbiam podróżować i dowiadywać się nowych rzeczy o najróżniejszych zakątkach na świecie, jednakże jest to, co muszę z przykrością stwierdzić, kosztowna pasja. Na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, aby najpiękniejsze zabytki uwieczniać na kartce papieru, co zapewne jeszcze nie raz zrobię.

Aktualnie przebywam na wakacjach w przepięknej niemieckiej miejscowości. W planach mam wyrysowanie kilku-kilkunastu szkiców tutejszych budowli i pomników, a ponadto nie obędzie się także bez wizyty w ogromnym sklepie plastycznym.


Wakacje to czas wyjazdów i odpoczynku. Sądzę, że i w takim klimacie są moje dwa rysunki (50x70 cm łącznie z białą ramką), które dziś tu wstawiam. Języka angielskiego i niemieckiego uczę się w szkole, dlatego w moim nowym cyklu rysunków pt. "Stolice europejskie" na pierwszy ogień musiały pójść Londyn i Berlin.





W tym lub przyszłym tygodniu organizujemy z siostrą prywatny plener rysunkowy. O ile wyjdzie ciekawie podzielimy się z wami efektami naszych starań. A wy, jak kreatywnie spędzacie wakacje? Pozdrawiam - Amil