18 czerwca 2018

Moje najlepsze temperówki

Hejka,

Parę dni temu przeglądając przybory mojej siostry natknęłam się na piórnik przepełniony licznymi temperówkami. Od razu pomyślałam, że to dobry temat na notkę, jednak przy okazji uświadomiłam sobie jak wiele już temperówek zdążyłam rozwalić, by wreszcie znaleźć takie, które odpowiadają moim oczekiwaniom i przetrwają dłużej niż kilka dni. Poniżej prezentuję moje preferencje :)


1. Temperówka podwójna z gumką Faber-Castell Biedronka
Ta ostrzałka jest bez wątpienia moją ulubioną. Ma nie tylko bardzo oryginalny design, który przykuwa uwagę, ale to, co najważniejsze - ostrza świetnie sprawdzają się w starciu z ołówkami i kredkami zarówno z tymi o mniejszym jak i o większym przekroju. Na domiar tego pojemniczek na wiórki jest dość duży, pakowny i wykonany z mocnego plastiku. Wiórki nie blokują się, a ja jestem zadowolona, że nie muszę co chwilę odrywać się od rysunku, by latać do śmietnika i opróżniać zawartość temperówki. Ostatnim elementem, o którym muszę wspomnieć jest gumka.Choć sama jej nie używam, sądzę, że jest ona fajnym dodatkiem i być może kiedyś okaże się niezbędna i pomocna.

Moje jedyne zastrzeżenie dotyczy tylko i wyłącznie naklejonych elementów. Z czasem, zwłaszcza przy częstym użytkowaniu mogą się zetrzeć, zabrudzić i odkleić. Osobiście mi to nie przeszkadza, gdyż użyteczność wynagradza wszystko. Polecam!

Cena temperówki: ok. 10 zł



2.Temperówka Eisen 020C ALU 2-otw.
Tym razem ostrzałka dwu-otworowa bez opakowania na wiórki, jednakże bardzo solidna, bo metalowa, a poza tym z powierzchnią antypoślizgową. Oprócz tego cenię ją w szczególności za wysokiej jakości ostrza niemieckiej firmy Eisen oraz poręczność. Po prostu jest maluśka i łatwiej ją wszędzie wcisnąć.

Cena temperówki: ok. 4-5 zł


3. Temperówka TRIO GRIP 2001 Faber-Castell
Jest to duża temperówka mająca  dwa pojemniczki na ścinki oraz trzy otwory do temperowania kredek i ołówków o różnych rozmiarach przekrojów. Ostrza sprawdzają się równie dobrze jak w przypadku temperówki Biedronki, pojemniczki też, lecz brakuje mi plastikowej obudowy, przez którą mogłabym doglądać, ile wiórków moja temperówka jest w stanie jeszcze pomieścić. Ponieważ zajmuje nieco więcej miejsca używam ją sporadycznie i raczej trzymam schowaną na tzw. "czarną godzinę".

Cena temperówki: ok. 10 zł


4. Temperówka MAPED IGLOO 1-otw.
Historia zakupu tej temperówki nie robi wrażenia. Potrzebowałam nowej ostrzałki do szkoły, wleciałam do sklepu papierniczego i wzięłam to, co było i co o dziwo jeszcze działa. Temperówka MAPED ma zdecydowanie mniejszy pojemniczek w porównaniu z Biedroneczką firmy Faber-Castell i tylko jeden, najbardziej standardowy otwór. Mimo to jestem z niej zadowolona, gdyż podobnie jak temperówka Eisen 020C zajmuje nieco mniej miejsca w piórniku.

Cena temperówki: ok. 2-3 zł



5. Temperówka KUM
Ostrzałka ta jest jedną z najdziwniejszych, a którą wykorzystuję, tylko i wyłącznie gdy temperuję grafit Pitt Monochrome firmy Faber-Castell. Swoją wyjątkowość zawdzięcza głównie ogromnemu otworowi i rozmiarowi. Kupiłam ją blisko 2 lata temu w Niemczech i prawdę mówiąc nie mam  nawet pojęcia, czy jest dostępna także w Polsce. Możliwe :)

Cena temperówki: ok. 10 zł (2,50 euro)



6. Temperówka bambusowa 5-otw.
A oto kolejny ewenement w mojej małej kolekcji. Temperówka liczy aż 5 otworów o zbliżonych rozmiarach i jest dość nietypowa, gdyż wykonana z drewna bambusowego, a nie jak zazwyczaj z plastiku. Kupiłam ją nie tylko z ciekawości, ale też z myślą o rysikach do ołówków automatycznych.

Cena temperówki: ok. 20-25 zł (5 euro)



7. Temperówka do grafitów 2 mm Faber-Castell 
I ostatnia już ostrzałka stworzona pod określony typ przyborów, a mianowicie rysiki do ołówków. lub wkłady do cyrkli. Niejednokrotnie, gdy temperuję ludzie zastanawiają się co robię i co trzymam w ręce. Jest to produkt rzadko spotykany, ale i sporadycznie przydatny.

Cena temperówki: ok. 3 zł


8. Temperówki na korbkę 
Kiedyś bardzo lubiłam je używać, nawet chętnie, ale z czasem mój malutki braciszek zaczął w nich grzebać, wkładać paluszki, rzucać, więc je schowałam i się od nich odzwyczaiłam. Warto jednak wspomnieć, że są to temperówki, które świetnie się sprawdzają, gdy mamy swoje miejsce pracy, np. biurko, a nie tak jak w moim przypadku pracownią jest cały dom i nie tylko.


9. Pozostałe temperówki
Oczywiście, mam jeszcze kilka innych ostrzałek, ale stwierdziłam, że lepiej omówić te, które się czymś wyróżniają. Poza tym pozostałe mają mankamenty, tj. słaby plastik, ostrza, więc więcej pojawiłoby się ich wad niż zalet.


Podsumowując, ze swoich temperówek jestem bardzo zadowolona (1-4) i raczej nie prędko zdecyduję się na jakiś nowy zakup. Wiem, że jest pewnie jeszcze cała masa innych temperówek z dodatkowymi gadżetami, ale osobiście kupując przybory w pierwszej kolejności kładę nacisk na praktyczność i komfort użytkowania, w dalszej kolejności na wzornictwo, dodatkowe udogodnienia.

A wy, jakich temperówek używacie? Pozdrawiam -

9 czerwca 2018

Z wizytą w Gdańsku

Hejka! Właśnie siedzę sobie w pociągu i z uśmiechem na twarzy wracam do domu po czterech dniach zmagań z egzaminami na studia, które miały miejsce w przepięknym Gdańsku.


Prawdę mówiąc za morzem i słońcem nie przepadam, ale fakt, że do Trójmiasta mam "tylko" 250 km, a podróż pociągiem trwa niespełna 3 godziny z dnia na dzień zdecydowałam się zdawać także tutaj.


Pomimo moich licznych uprzedzeń, Gdańsk, a co ważniejsze politechnika, zrobiła na mnie spore wrażenie. Gmach główny uczelni przyciąga wzrok, budynki pozostałych wydziałów są dość blisko siebie, a do tego nie brakuje tu parków i zieleni. 


Ze względu na dobry węzeł komunikacyjny wraz z nowo poznanymi koleżankami ruszyłyśmy na stare miasto. Zabytków jako tako nie zwiedzałyśmy, ale spacer, lody, a kolejnego dnia również plaża i Morze Bałtyckie znacznie umiliły nam nasz pobyt.


Natomiast o samym egzaminie nie mam zamiaru się rozpisywać. Jednego dnia była postać z natury (1,5h), a kolejnego testy teoretyczne. Przyznam szczerze,  że stres dopadł mnie na dzień przed wyjazdem. Najpierw miałam dziwny koszmar, a potem podczas rysowania chyba pierwszy raz w życiu drgała mi ręka. Co do zadań teoretycznych również część wydała mi się dość trudna.

Choć nie mam pojęcia jak mi poszło, ten wyjątkowy wyjazd do Gdańska z pewnością w przyszłości będę niejednokrotnie wspominać. Ja zmykam, a wam życzę ciepłych i wesołych wakacji! 

17 maja 2018

Jak przygotowywałam się do matury?

Cześć, wszystkim!

Mam nadzieję, że to jedno, magiczne słówko, zawarte w tytule notki, tak wiele wyjaśnia. Matura to egzamin dojrzałości, z którym w ostatnim czasie musiałam się zmagać i do którego, jak i do egzaminu z rysunku na studia cały czas musiałam się przygotowywać podczas mojej jakże długiej nieobecności.

W dzisiejszej notce nie skupię się wyjątkowo na rysunkach, a w sumie jedynie podzielę się z wami tym, jak w moim przypadku wyglądały przygotowania. Na początek jednak chciałabym przybliżyć wam obecną strukturę egzaminu dojrzałości.

Jakie przedmioty zdawałam na maturze?
  • na poziomie podstawowym: język polski , język nowożytny (angielski), matematyka
  • na poziomie rozszerzonym: matematyka i historia sztuki
  • dwa egzaminy ustne z: języka polskiego i angielskiego
Wymagania
Aby zdać maturę z przedmiotów na poziomie podstawowym jak i egzaminów ustnych należy mieć minimum 30%, natomiast w przypadku rozszerzeń nie ma dolnej granicy, a co za tym idzie - żeby zdać należy po prostu do rozszerzenia podejść. 

Jak się przygotowywałam? 
Zacznę od przedmiotu, który jest dla mnie najbardziej znaczący, a więc matematyki. Przez 4 lata miałam 5 zmian nauczycieli tego przedmiotu, także podstawę klasa jako tako ciągła, natomiast z rozszerzeniem było tragicznie. W końcu sama zostałam z rozszerzeniem, o które wytrwale walczyłam do końca. Tylko pytanie brzmi: jak? W tym miejscu kluczowa okazała się pomoc rodziców. Dali mi oni wielkie wsparcie wysyłając na ponad 3 godzinne korepetycje z matematyki raz, a co jakiś czas i dwa razy w tygodniu. Prawdopodobnie, gdyby nie oni i kobieta, która mnie uczyła, już dawno mogłabym pomachać marzeniom na pożegnanie.

Książki, z których korzystałam to przede wszystkim podręczniki i zbiory zadań Krzysztofa Pazdro, ale też bardzo przyjemnie pracowało mi się z "Maturą 2017" wydawnictwa Operon. Jeśli zaś chodzi o "Arkusze maturalne" Nowej Ery to szczerze powiedziawszy z racji tego, że nie miałam typowego rozszerzenia, zadania tylko przeglądałam, gdyż wydały mi się one kosmicznie trudne do rozwiązania.



Ucząc się matematyki przez te cztery lata cały czas starałam się pracować systematycznie. Notatki prowadziłam dość skrupulatnie i pedantycznie, a w zeszytach często pojawiały się nawet kilkustronowe analizy bardziej skomplikowanych zadań. Taką metodę nauki wpoiła we mnie nauczycielka, dzięki której zrozumiałam, że ciężką pracą wszystko można osiągnąć.

Poniższy stos to niepełny komplet moich zeszytów od matematyki. Do matury prawdopodobnie wyliczyłam ich około 16-17 z czego każdy formatu A4, a tylko jeden (ten na samej górze) formatu B5. Osobiście uważam, że to i tak za mało, gdyż zdaję sobie sprawę, iż będąc na mat-fizie byłabym w stanie zrobić o wiele więcej.


Przykładowe kartki z zeszytów :)



Kolejnym przedmiotem, który wypadałoby omówić jest bez wątpienia język polski. Dla niektórych wydaje się to być niemożliwe, ale to matury z ojczystego języka bałam się najbardziej. Cóż, tu także niestety, ale podobnie jak w przypadku matematyki miałam nieco mniej, bo już "tylko" trzy zmiany nauczycieli, z czego ostatnia była po prostu fatalna. Nauczycielka niekoniecznie na lekcjach zajmowała się tym, co powinna, a za to co lekcję z chęcią opowiadała nam o swoim życiu prywatnym. W związku z tym, żeby nie tracić czasu ja liczyłam zadania z matematyki i uczyłam się słówek z języka angielskiego. Początkowo próbowałam czytać streszczenia i opracowania lektur, ale czynnikiem, który znacznie mi to utrudniał był harmider w klasie. 

Do działu "Współczesność - wojna i okupacja" raz w tygodniu poświęcałam kilka godzin w sobotę, aby samodzielnie zapełnić zeszyt notatkami o najważniejszych utworach z tego okresu. Wymagania programowe znalazłam w Internecie i to w oparciu o nie poszerzałam swoją wiedzę. Potem polski olałam - przestałam tworzyć notatki, a literatury powojennej uczyłam się już tylko i wyłącznie z książek i pomocy naukowych. 

Przy braku jakiegokolwiek szkolnego bodźca do nauki (np. sprawdzianu powtórkowego), przygotowania na 1,5 miesiąca przed maturą rozpoczęłam na własną rękę. Sobota była właśnie tym dniem, w którym odpoczywałam od cyfr, a skupiałam swoją uwagę na epokach literackich zgodnie z ustaloną chronologią: od antyku do nieszczęsnej współczesności. 

Na tydzień przed maturą skupiłam się na streszczeniach najważniejszych lektur, szczególnie tych ogwiazdkowanych. Książki, z których korzystałam to: opracowania wydawnictwa GREG (Ściągi, Repetytorium maturalne) oraz "streszczenia problematyka" Teresy Nowackiej. Oprócz tego na youtube.com jest wiele kanałów kładących nacisk na naukę języka polskiego. Ja przez całą szkołę średnią byłam wierna Lekturek.pl. W ciekawy sposób opowiedziana treść książek, między innymi i tych nietkniętych jak np. "Wesele" Wyspiańskiego, od ranu stawała się prostsza i nieco bardziej zrozumiała. 


Zeszyty z języka miałam miałam dwa (również formatu A4), w których niejednokrotnie pojawiały się rozbudowane interpretacje wierszy, omówione notatki z lektur, ale i zagadnienia dot. epok.

O języku angielskim nie będę się rozpisywać. Na gramatykę zawsze patrzyłam pobłażliwie, ale słownictwo szlifowałam i szlifuję nadal. Uczę się z aplikacji Memrise, która jest świetna! Telefon mam ze sobą wszędzie, dlatego każdą wolną chwilę mogę wciąż wypełniać przyjemnym i pożytecznym, a poza tym na moje konto mogę logować się także za pomocą komputera. Ponadto polecam czytanie książek (♥) lub oglądanie filmów w obcym języku, ale na to trzeba mieć zarówno czas jak i cierpliwość. Ps. Obecnie rozpoczęłam swoją przygodę z językiem niemieckim - zobaczymy, co z tego wyjdzie!



Historia sztuki to przedmiot, który zdawałam bardziej z rozsądku niż wiedzy. Choć miałam rozszerzoną geografię, którą uwielbiałam, zrezygnowałam z niej, gdyż kompletnie nie byłaby mi do niczego potrzebna. Podstawiłam na wszystko to, co może mi się przydać. Nie podejmuję również studiów związanych z wyuczonym zawodem - ekonomią. Natomiast swego czasu zastanawiałam się nieco nad studiami artystycznymi, lecz ostatecznie mój plan B uległ znacznym zmianom.

Co robiłam, aby zdać historię sztuki? Cóż, od czasu do czasu czytam książki o sztuce, interesuje się tym, ale do samej matury z tego przedmiotu podeszłam tylko po to, aby się sprawdzić i nic poza tym. Może czasami własnie takie podejście jest najlepsze? Zobaczymy w lipcu :)

Poniżej moja mała kolekcja książek i poradników o sztuce


Z tego co wiem, formuła egzaminu dojrzałości zmieniała się wielokrotnie, więc bardzo ciekawi mnie jak wyglądała matura w przypadku starszych czytelników? A może przyszli maturzyści mają jakieś nurtujące ich pytania? Pozdrawiam serdecznie